Maciej Szczęsny- ja nie widzę żadnej różnicy
W dobie powszechnego zachwytu nad Wojciechem Szczęsnym, przypomina się gdzieniegdzie że w końcu bramkarskie geny bo i Ojciec był wielkim bramkarzem (no może nie dosłownie ale…). Hm, jak w tytule- ja nie widzę żadnej różnicy. Tzn nie między Maciejem a Wojciechem bo ten drugi już mu większością osiągnięć odjechał (poza rzecz jasna tytułami Mistrza Polski, na których Maciej się wozi a Wojciech z oczywistych względów raczej ich nie nazbiera, no chyba że wróci na 4-5 ostatnich lat gry do Legii i ta akurat będzie hegemonem…). Maciej Szczęsny nie daje poważnego argumentu żeby umieścić go ponad Bako, Wandzikiem, Kaźmierskim, o Woźniaku Matysku to już nie mówię. To jest trochę taki fenomen jak Jurek Dudek, tyle że ten chociaż miał sezon życia w Liverpoolu, no i ten słynny mecz ze Stambułu (gdzie zresztą mało kto pamięta, że też dzięki niemu Milan prowadził do przerwy 3:0). No ale właśnie, Dudek to chociaż na niwie klubowej osiągnał sporo. Co osiągnął Szczęsny, żeby go wymieniać wśród najlepszych z najlepszych jego epoki?
Zacznijmy od kadry. Pierwszy raz powołał go… Wojciech Łazarek. Szczęsny zastąpił chorego Henryka Bolestę i usiadł na ławce w meczu z Grecją w Poznaniu, jeszcze jako zawodnik Gwardii. W kadrze zadebiutował na Legii w meczu z Finlandią z 1991 roku. Wszedł w drugiej połowie i mało co nie puścił babola. Strejlau więcej z niego nie skorzystał, i tyle jeszcze miał Szczęsny z jego kadrą wspólnego, że robił im zdjęcia podczas meczu z Turcją w Poznaniu
odkurzy goł za to Apostel w kończącym 1994 meczu z Arabią Saudyjską w Rijadzie, gdzie pobronił do 63 miunty oczywiscie wpuszczając bramkę. Później jak wiecie był mecz ze Słowacją w którym Szczęsny mógł w niektórych momentach gry wziąć aparat i robić zdjęcia jak z Turcją, Recife gdzie Szczęsny dołożył się do drugiej bramki Tulio no i Apostel stwierdził w końcu że to chyba jednak nienajlepszy pomysł. Próbował jeszcze Stachurski (gdzie z Białorusią przy dośrodkowaniu zakończonym bramką Kaczuro Szczęsny latał jak wsciekły od jednego słupka do drugiego zamiast wyłapać wrzutę Polska Białoruś ), próbował Piechniczek (Szczęsny maczał palce przy co najmniej po jednej bramce w obu meczach czyli z Niemcami i Rosją), w końcu też stwierdził że ten Apostel jednak miał rację z tym Woźniakiem i obrażony pan Maciuś stwierdził że więcej w tej kadrze nie zagra. Szast prast, tyle. W żadnym z tych spotkań (no meczu z Arabią nie widziałem), Szczęsny nie pokazał niczego co go stawiałoby ponad którymkolwiek reprezentacyjnym bramkarzem a charakterologicznie na pewno odstawał (słynne powiedzenie z książki Kowala, że Szczęsny rozmawia tylko z Żoną i słupkami).
Kluby. W Legii tak naprawdę pewne miejsce wywalczył sobie, jak Robakiewicz odszedł do ŁKS. W tym czasie puścił 7 bramek z Bayernem (ok, w 1 połowie wybronił co nie co), zagrał dobrze w PZP ale zarobił KRETYŃSKĄ kartkę w Genui, później ligowa młócka gdzie zdecydowaną większość spotkań zaliczył Robakiewicz no i Liga Mistrzów, gdzie wybronił mecz z Blackburn na wyjeździe i to było na tyle, bo trudno poważnie traktować ligowe występy które się kończyły wynikami typu 7:2, 6:1 czy 4:0. W Widzewie też trafił na wybitny sezon gdzie nie musiał się specjalnie nadpracowywać, chociaż jak przyszło co do czego to zawalał (Brondby, Atletico, 3:2 z Legią). Później koszmarna kontuzja i całkiem dobry sezon Polonii, która miała wtedy świetną obronę (inna sprawa że grała często 14 na 11…). Szczęsny przez całą karierę wybronił może 3 ważne mecze, nie wyjechał do żadnego zagranicznego klubu nawet pokroju Besiktasu czy Panathinaikosu, w reprezentacji nie pokazał nic co by go upoważniało do wygryzienia podobno słabych bramkarzy, a swoją kadrową karierę zakończył w sposób niesmaczny i żenujący. W rankingu bramkarzy ostatnich 20 lat dałbym go może na 9 miejscu, za Borucem, Matyskiem, Woźniakiem, Dudkiem, Kłakiem, Bako, Wandzikiem, Szamotulskim. W rankingu najbardziej przereklamowanych nazwisk byłby dużo wyżej
Komentarze (27)
